zaległe bardzo.
Wy sobie pooglądajcie,
a ja pędzę kurze, tudzież pajęczyny
z moich blogowych półek ścierać ;)
Oj, nazbierało się tego sporo...
i w dodatku zanosi się na to,
że nadal zbierać się będzie...
Cierpię na niedosyt czasowy,
powszechną chorobę naszych czasów,
zdaje się nieuleczalną... ;)
Przejdę może do meritum :)
Najpierw prezencik dla mojej koleżanki,
przyszłej mamy, w dodatku mamy po raz pierwszy :)
Scrapnęłam sobie pudełeczko z tworzywa.
Płci jeszcze nie znamy,
więc skusiłam się na pastelową zieleń
z dodatkiem różu i niebieskości.
Przód

tył

a tutaj z zawartością


Na zdjęciu skarpeteczki wydają się ogromne,
ale w rzeczywistości są tyci, tyci
(jak ostatnio powiedział mój synek :))
I kolejna rzecz,
pamiątka chrztu świętego
słodkiej Marcelinki.

W tym przypadku bez różu ani rusz :)
Kwiatki dziergałam sama,
zawijaski od kochanej Ani - Brises
(Aniu, bardzo mi się przydały -
już powstaje kolejna praca z ich udziałem).


Wybaczcie mi moją nieobecność u Was,
jeśli tylko mogę,
zaległości nadrabiam :)
Miło mi, że o mnie pamiętacie
i zaglądacie :)
Przesyłam majowe pozdrowienia!!